A teraz coś z czego nie jestem specjalnie dumna :D. Otóż obiecałam pisać tu o moich sukcesach oraz porażkach haha. Postanowiłam pobawić się w "małego chemika" jak to mnie nazwano i zmieszać pomadki. Innymi słowy zrobić DIY-owy recycling szminek bo jak wszystkie wiemy dużo szminki zostaje w pojemniczku i nie możemy jej nawet zużyć. Kiedyś robiłam to po swojemu tzn wykorzystałam stary bezbarwny błyszczyk i żeby mu nadać kolor wrzucałam do niego kawałek pomadki a on w trakcie użytkowania przybierał coraz intensywniejszy kolor szminki. Ostatnio jednak naoglądałam się filmików jak zrobić szminkę domowym sposobem. Oczywiście można w pojemniczku mieszać wazelinę i cienie do powiek lub zmieszać ulubione cienie z błyszczykiem to jeden ze sposobów. Ja wykorzystałam po prostu to co miałam i wyszło co wyszło :P. Wydawało się takie proste :P
Miałam następujące rzeczy:
- pomadkę ochronną Laura Conti - malina; uwielbiam ją daje naturalny lekki kolor z połyskiem i zapach, a kosztuje tylko 4,99 w Rossmannie;
- po lewej błyszczyk z Avonu jakaś starsza generacja (coś w stylu Glazewear Sparkle Lip Gloss) odcień czerwony powiem szczerze, że nie pamiętam nazwy;
- po prawej szminka Cynthia Rowley, kolor rose petals;
- po lewej na powyższym zdjęciu szminka Oriflame Colour Attraction, kolor barely pink;
Daje kolor mniej więcej taki (po nałożeniu na nią błyszczyka, zdj. z czyjegoś bloga sorry za pożyczkę). Muszę przyznać, że o ile mój ulubiony tusz jest właśnie z Oriflame o tyle na tej pomadce się zawiodłam. Dla moich ust ma dziwną "piaskową" strukturę i jeśli nie mam dobrze nawilżonych warg to podkreśla każdą skórkę. Brak jej kremowej konsystencji.
W każdym razie stwierdziłam, że pomadka z Avonu jest dobra, ale na wyczerpaniu, a pomadka z Oriflame nie nadaje się do użytku więc postanowiłam je zmiksować. Trzeba je najpierw stopić, a można tego dokonać np. w mikrofali jednak ja takowej nie posiadam więc zrobiłam to nad płomieniem świecy. Wydłubałam wszystko z pojemników po szminkach i zaczęłam topić resztki szminki Avon i połowę Oriflame oraz (co okazało się błędem) dodałam mały fragment pomadki ochronnej Laura Conti. Jak wszystko się stopiło i zmieszało przelałam to do pojemniczka po pomadce i włożyłam do zamrażarki aby stężało.
Wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że połowę wylałam przelewając do pojemniczka (nie miałam niestety sztywnej folii), a obecnie konsystencja szminki jest raczej za miękka (zapewne przez tą pomadkę ochronną). Przyznaję chemia nie była moim mocnym przedmiotem. No, ale używając pędzelka jak najbardziej nadaje się do użytku. Kolor jest matowy, trochę jaśniejszy niż pomadka z Avonu, wręcz taki neutralny dla mnie kolor, podobny do "zgaszonej róży".
Drugą część pomadki Oriflame zmieszałam z czerwonym błyszczykiem i tu o dziwo bojąc się o zbyt rzadką konsystencję zastosowałam mały pojemniczek po kremie do twarzy. Jednak konsystencja tego jest jak na złość wcale nie miękka, wręcz za twarda na włożenie tam palca muszę pomadkę wydrapywać :P.
Tak więc sama siebie oszukałam na tym interesie, ale piszę to na przestrogę jakby ktoś miał podobne do mnie pomysły. Efekt końcowy wygląda tak:
Niestety zdjęcie nie oddaje właściwych odcieni, bo na tej focie wyglądają niemal identycznie. Sądziłam, że czerwony błyszczyk zostanie sporo rozjaśniony przez tą jasnoróżową pomadkę Oriflame ale niestety haha. W każdym razie zabawa była przednia, nie licząc wszystkiego obsmarowanego błyszczykiem :).
Polecam!!