Mama poprosiła mnie żebym przerobiła jej korale, których nie mogła nosić w takim stanie w jakim były więc pobawiłam się trochę :). Po 1 rozbroiłam jeden naszyjnik więc miałam trochę nowych materiałów przede wszystkim łańcuszki. Jeden łańcuszek został podzielony na 2 części jak zdjęłam z niego zapięcie więc pomyślałam, że byłyby z niego oryginalne kolczyki. Najprostsze DIY ever. Po prostu podzieliłam go na pół i przełożyłam dwa razy przez pętelkę na zapięciu zabranym ze starych kolczyków. Oczywiście najlepiej jak ktoś lubi taki długaśne a ja lubię, bo mam niestety żyrafiodługą szyję :).
Miałam takie stare korale czerwone fajnie połyskujące, ale nie mogłam ich plątać na szyi bo jak się zaczepiły to ciężko było je rozplątać. Złożyłam je więc na pół, a oba końce zahaczyłam na kółeczka. Te natomiast zagięłam do starego łańcuszka. Na koniec wzięłam cienkie czarne łańcuszki i zaplotłam wokół czerwonych korali. Oto efekt:
Na koniec pobawiłam się jeszcze ze starymi kolczykami. W gazecie wyczytałam, że w sezonie wiosennym dominować będą duże kolczyki koła. Akurat takie dostałam w spadku od siostry, ale ich biały kolor mnie nudził i zastanawiałam się jak je zmienić. Mogłam pomalować je lakierami do paznokci, ale postanowiłam wziąć trochę czarnego tiulu i przykleiłam go na klej szewski (mój ulubiony wszystkoklejący :) do kolczyków. Tak wyglądają teraz:
Szybko, łatwo, DIY :D
Hehe tekst rodem z programu Marthy Stewart.
Pozdrawiam



